Wyślij zdjęcie dziecka

Otwierasz ponownie sklep? Uruchamiasz na nowo usługi? Daj nam znać, poinformujemy o tym mieszkańców - Twoich klientów! Zadzwoń: 508-211-990

Znajdujesz się na starej wersji portalu palukitv.pl

Aktualne informacje znajdziesz na nowej stronie.

 
Znajdź nas na Facebooku

Taki obrazek w stolicy Wietnamu - Hanoi jest czymś normalnym. Na każdym kroku widać motocykle, które tutaj są najpopularniejszym środkiem transportu.

        fot. Piotr Mazurkiewicz

Piotr Mazurkiewicz z Mogilna podróżuje dookoła świata * Katedra św.  Józefa * Wieczór nad Czerwoną Rzeką * Załatwianie wizy do Kambodży
Hanoi pełne bagietek i motocyklów
    Historia jednego z dział przeciwlotniczych daje do myślenia. A więc zostało wyprodukowane w USA, następnie darowane Rosji w czasie II wojny światowej, do walki z Japonią. Rosjanie przekazali działo Chińczykom, a oni podarowali je Wietnamczykom i w rezultacie amerykańskie działo zestrzeliło jeden z amerykańskich samolotów podczas Wojny Wietnamskiej. Historia godna zapamiętania.

   71 DZIEŃ - 11 STYCZNIA
   Po dwóch miesiącach spędzonych w Chinach wjeżdżamy do kolejnego kraju. Przejście granicy zajmuje około godziny. Mnóstwo na nim handlujących Chińczyków i Wietnamczyków. Kierujemy się w stronę centrum Lao Cai, by zmienić czeki podróżne na wietnamskie dongi. W Wietnamie banki w niedzielę są zamknięte. Ruszamy więc w kierunku drogi wylotowej na Hanoi. Wyjście z Lao Cai zajmuje ponad godzinę. Na drodze wylotowej z miasta Paweł załatwia od miejscowych mapę Wietnamu. Na drogach bardzo mało samochodów, za to mija nas wiele motorowerów. W końcu zatrzymuje się ciężarówka. Podwozi nas jakieś 25 km. Znów maszerujemy jakieś dwie godziny i nic. Przez cały czas mijamy zabudowania, wygląda tak, jakby jedna wieś się kończyła, a następna zaczynała. Nie widzimy żadnego dobrego miejsca na biwak. No cóż nowy kraj. Kolejny samochód podwozi nas do Phu na stacje. Kierowca oczekuje jakiejś zapłaty. My jednak udajemy, że nie wiemy o co chodzi i uściskiem ręki dziękujemy za podwiezienie. Po małej naradzie decydujemy się dojechać do Hanoi pociągiem. Z Phu do Hanoi jest jakieś 250 km. Na stacji dowiadujemy się, że pociąg jest dziś o 19:00. Za bilet płacimy dolarami, które w Wietnamie są jak druga waluta. W Wietnamie obcokrajowiec może zapłacić nawet cztery razy więcej za pociąg niż Wietnamczyk, co w naszej opinii jest nie fair. My staramy się ubić dobry interes, płacąc za bilet 4 dolary. Jak się dowiedzieliśmy później, siedzący na przeciwko nas Wietnamczyk zapłacił niecałe 2 dolary. Przestawiamy też zegarki, teraz od Polski dzieli nas już 6 godzin. W pociągu widzimy wielu białych, jednak podróżują oni klasą sypialną. Do Hanoi dojeżdżamy o 5:00 rano.

Paweł Maczel i Piotr Mazurkiewicz przed jednym z dowodów trwania systemu komunistycznego w Wietnamie fot. arch.

   72 DZIEŃ - 12 STYCZNIA
   Jest bardzo ciepło. Kierujemy się w stronę Starego Kwadratu, czyli starej części miasta, gdzie jest wiele hoteli. Przechodzimy przez park nad jeziorem Hoan Kiem. Mimo bardzo wczesnej pory, nie brakuje w nim ludzi uprawiających gimnastykę, biegających, itd. Zaczepia nas naganiacz, proponujący nam hotel. Zaczyna od 10 dolarów za pokój, my sukcesywnie spuszczamy do 5 dolarów. I tam jesteśmy w szoku. Pokój na 5 piętrze, ze SkyTV, lodówką, świetną łazienką oraz balkonem. W Chinach ciężko było o coś takiego, w tej cenie. Przewodniki podają, że w Hanoi za 3 dolary są pokoje typu "dorm", czyli wieloosobowe.
   Rzucamy plecaki i o 6:00 rano idziemy coś zjeść. Dużo słyszeliśmy o wietnamskich bagietkach. Zostały przywiezione przez Francuzów w czasie kolonizowania Indochin. Można je kupić na każdej ulicy. Sprzedają je kobiety z koszami na głowie, w których noszą bagietki. Po południu odwiedzamy część miasta poleconą przez Kurta. Sprzedają tam tzw. "bia hoi", czyli piwo z kija. W tej części miasta ciężko spotkać turystę, więc ceny nie są zbyt wysokie. Można tam zjeść i napić się taniej niż w części turystycznej. Już pierwszego dnia odczuwamy to, o czym czytaliśmy, a mianowicie notorycznym naciąganiu turystów. Wspomniana bagietka kosztuje 1.000 dongów, czyli 1/15 USD. Panie z koszami standardowo rzucają ceny z księżyca, tj. 5.000 dongów. Raz nawet 1 dolara, czyli 15.000 dongów. My staramy się skutecznie je redukować. Jednak w innych miejscach, nie ma mowy o jakimkolwiek targowaniu się. Ceny czasami sięgają cen europejskich. To wszystko znacznie utrudnia podróżowanie w Hanoi, nieraz nie ma się ochoty wchodzić do knajpy i coś zjeść, ponieważ cena może powalić nawet bogatych. Tego dnia odwiedzamy jeden z głównych zabytków Hanoi, a mianowicie Katedrę św. Józefa, zbudowaną jeszcze przez Francuzów. Wietnam jest drugim krajem po Filipinach, co do liczby katolików w Azji.
   73 DZIEŃ - 13 STYCZNIA
   Drugi dzień w Hanoi poświęcamy na załatwienie wizy do Kambodży, do której planujemy pojechać za około 3 tygodnie. Szukamy także dobrej oferty wyjazdu na Wyspe Cat Ba, która również została polecona przez Kurta. Kupujemy 3-dniowy wyjazd za 19 dolarów od osoby. Wiza zostaje załatwiona w ciągu jednego dnia i kosztuje 20 dolarów. Wieczorem idziemy nad Jezioro Zachodnie, największy zbiornik wodny położony w tym mieście. Hanoi - od dużej liczby znajdujących się w nim jezior zwane jest Miastem Jezior. W knajpie, przy okazji kolacji poznajemy Baricello, lekarza ze Szwajcarii. Po krótkiej rozmowie dowiadujemy się, że nawet jego mieszkającego w hotelu, gdzie za noc płaci się 100 dolarów, próbowano oszukać, dodając do rachunku ekstra 28 dolarów. Mówimy mu również o planach wyjazdu na wyspę Cat Ba. Mówi, że i on tam chce pojechać. Do hotelu wracamy przechodząc przez nocny targ, który aż tętni życiem.
   74 DZIEŃ PODRÓŻY - 14 STYCZNIA
   Kolejnego dnia rano idziemy na drugi brzeg Czerwonej Rzeki, której początek widzieliśmy w Chinach. Tam miała 2 m szerokości, w Hanoi biegnie przez nią most długości pół kilometra. Na drugim brzegu pijemy kawę w wietnamskim domu. Jest to normalne, że Wietnamczycy w swoich domach mają małe knajpy. Wracając widzimy szokującą scenę, mianowicie jak zarzynają psa. Wisiał on powieszony za tylne nogi z podciętym gardłem, tak długo aż się wykrwawił. To naprawdę szokujący widok, dużo większy niż gotowany i pocięty pies na targowym straganie. Po tym widoku odeszła nam ochota na jakkolwiek przyrządzoną potrawę z psa. Po południu zwiedzamy tzw. Hanoi Hilton, czyli więzienie, w którym byli przetrzymywani amerykańscy jeńcy wojenni w czasie wojny wietnamskiej. Zbudowane było jednak przez Francuzów dla wietnamskich rewolucjonistów. W Hanoi głównym środkiem transportu jest motocykl. Są ich tu miliony. Na każdym rogu ulicy stoją mężczyźni oferujący podwiezienie motorem za pieniądze, takie motorowe taxi. Dużo tańsze niż normalna taksówka. My również postanowiliśmy skorzystać z tego rodzaju transportu i udaliśmy się do Muzeum Lotnictwa. Niezbyt ciekawe miejsce, choć historia jednego z dział przeciwlotniczych daje do myślenia. A więc zostało wyprodukowane w USA, następnie darowane Rosji w czasie II wojny światowej, do walki z Japonią. Rosjanie z kolei przekazali działo Chińczykom, a oni podarowali je Wietnamczykom i w rezultacie amerykańskie działo zestrzeliło jeden z amerykańskich samolotów podczas Wojny Wietnamskiej. Historia godna zapamiętania. Z muzeum wróciliśmy także moto-taxi. Wieczór kończymy wcześnie, ponieważ kolejnego dnia rano ruszamy na wyspę Cat Ba.

Piotr Mazurkiewicz
Paweł Maczel
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 627 (8/2004)

 

 

 

Inne teksty:

W świecie kung-fu

Wszędzie sady mandarynkowe

Świątynia w skalnej jaskini

Strzelanie śniegiem z areozolu

Stopem do Wietnamu

Wietnam: ryżową wódką żegnali księżycowy rok

Nha Trang: W kościele ministranci to dziewczyny

Jesteśmy w Kambodży

Zbrodnie Czerwonych Khmerów

Noc na fermie krokodyli

Jesteśmy w Tajlandii

Wszędzie kwitnie kult Buddy i brutalnego boksu tajskiego

Morze, plaże, wspinaczka

Wjeżdżamy do Malezji

Wieżowce Kuala Lumpur

W kierunku tropikalnej dżungli

Noc i dzień w dżungli

Stanęli w Ameryce

Ulice San Francisco

6 dni w Meksyku

Dotarliśmy do Belize

Tuńczyki przed oczami

Raz w Hondurasie

Z Kostaryki w kierunku Panamy

Surfowali na falach oceanu

 

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry