Wyślij zdjęcie dziecka

Otwierasz ponownie sklep? Uruchamiasz na nowo usługi? Daj nam znać, poinformujemy o tym mieszkańców - Twoich klientów! Zadzwoń: 508-211-990

Znajdujesz się na starej wersji portalu palukitv.pl

Aktualne informacje znajdziesz na nowej stronie.

 
Znajdź nas na Facebooku

Spotkanie w Żnińskim Domu Kultury

Elżbieta Dzikowska, największa podróżniczka Rzeczypospolitej, opowiedziała o swoich niezwykłych wyprawach na spotkaniu Klubu Podróżnika, działającego przy Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Żninie.

Elżbieta Dzikowska w Żninie
          fot. Barbara Filipiak

Pasjonaci podróży Elżbietę Dzikowską znają bardzo dobrze. To ona wraz z mężem Tonym Halikiem w 1976 roku jako pierwsza Polka dotarła do ruin zaginionego miasta Vilcabamba, ostatniej stolicy Inków. Zwiedziła niemalże cały świat. Dlatego też dyrektor biblioteki Jadwiga Jelinek, witając gościa w Żninie, zapytała: - Gdzie pani jeszcze nie była? Elżbieta Dzikowska mówiła: - Cieszę się, że jestem wśród żnińskich podróżników, którzy wiedzą, że podróże to nałóg, ale taki nałóg, bez którego trudno żyć, bo podróże to najlepszy uniwersytet. Ten świat naprawdę nas nie tylko nęci, ale też rozwija. Dlatego ja jestem w ciągłej podróży.
Podróżniczka, z wykształcenia sinolog, opowiedziała o swojej ostatniej podróży do Chin. Była tam już pięć razy, jednak tym razem była to podróż dla niej wyjątkowa, gdyż odwiedziła prowincje Guizhou i Yunnan, w których żyje najwięcej plemion.
- Kiedyś fascynowało mnie to, co stoi, a mój mąż - Tony Halik - interesował się tym, co się rusza. Dlatego ja zawsze robiłam filmy o zabytkach i przyrodzie, a on o zwierzętach i Indianach, bo uważał się za białego Indianina. A teraz ja fascynuję się przede wszystkim ludźmi, zwłaszcza plemionami, albowiem jest to świat, który odchodzi. Dlatego tam jeżdżę i dokumentuję ten ginący świat - powiedziała Elżbieta Dzikowska.
Zaczęła podróżować po czwartym roku studiów, właśnie do Chin. Pracowała w czasopiśmie Chiny, a następnie w redakcji Kontynentów. Zajmowała się działem Ameryki Łacińskiej i zaczęła wyjeżdżać do tamtych krajów. - Ja na tę swoją pierwszą trzymiesięczną podróż dostałam 180 dolarów. A za granicą te dolary nie były tyle warte, co w Polsce. Za te pieniądze lokalnymi środkami transportu objechałam cały Meksyk, dotarłam do najciekawszych miejsc, które mnie interesowały -  Majów, Azteków, Mazateków i Zapoteków. Nauczyłam się wtedy z konieczności robić zdjęcia.
Po kilku latach pobytu podróżniczka stała się specjalistką od Ameryki Łacińskiej, a także członkiem Światowego Stowarzyszenia Latynoamerykanistów. Z pracy operatora filmowego zrezygnowała w 1974 roku, kiedy poznała Tony’ego Halika. - Pierwszy raz zobaczyłam go w telewizorze typu „Wisła”, jak opowiadał o skoczkach z Acapulco. Pomyślałam: „Och, jaki nudny facet” i go wyłączyłam - powiedziała Elżbieta Dzikowska. Życie jednak napisało własny scenariusz i została jego żoną. Razem dotarli między innymi do: Libii, Egiptu, Maroka, Chin, Nowej Zelandii, Australii, Indii, Tajlandii, Sri Lanki, Kenii, Tanzanii, na Tahiti, na Hawaje, Galapagos, Wyspę Wielkanocną i do wielu innych części świata.
Jako małżeństwo przygotowali wspólnie około trzystu filmów i programów telewizyjnych z cyklu Pieprz i wanilia. - Gdybym nie poznała Tony’ego, to by nie było „Pieprzu i wanilii”, a gdyby nie było „Pieprzu i wanilii”, to nie byłoby mnie dzisiaj w Żninie. Pewnie nie zostałabym tak znanym podróżnikiem, jak dzięki temu programowi. Niemal przez 20 lat oglądały nas różne pokolenia.
Podróżowali tylko we dwoje. Ona wymyślała programy, a Tony realizował je kamerą. Montażem także zajmowała się Elżbieta Dzikowska. Studio nagraniowe mieli w domu. Muzeum Podróżników im. Tony`ego Halika w Toruniu podróżniczka przekazała wszystkie eksponaty, którymi w programach ilustrowali swoje podróże. Z każdej wyprawy wciąż przywozi wiele różnych rzeczy, zwłaszcza biżuterii i strojów.
Elżbieta Dzikowska nadal dużo podróżuje, odkrywa ciekawe miejsca w Polsce. - Ja muszę mówić o Polsce. Ona jest piękna i ciekawa. I trzeba ją poznawać - powiedziała. Pisze również książki. - Kiedyś był „Pieprz i Wanilia”, a teraz „Groch i kapusta”. Ja opisuję Polskę. Już cztery tomy tego „Grochu i kapusty” wyszły. Żnin też opisałam. Jej najpiękniejszym zakątkiem w Polsce są Bieszczady. - Ja tam spędzam święta Bożego Narodzenia, bo to jest świat jak ruska bajka. Jest słońce, śnieg - nawet, gdy w całej Polsce plucha.
Aż żal było kończyć to ciekawe spotkanie. I pewnie dlatego, że Elżbieta Dzikowska jeszcze długo mogłaby opowiadać o swoich wyprawach, nie zdążyła odpowiedzieć na pytanie, gdzie jeszcze nie była. Chętni mogli za to zdobyć autograf tej wielkiej podróżniczki i zrobić sobie z nią zdjęcie.

Barbara Filipiak
Pałuki nr 1005 (20/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry