Wyślij zdjęcie dziecka

Otwierasz ponownie sklep? Uruchamiasz na nowo usługi? Daj nam znać, poinformujemy o tym mieszkańców - Twoich klientów! Zadzwoń: 508-211-990

Znajdujesz się na starej wersji portalu palukitv.pl

Aktualne informacje znajdziesz na nowej stronie.

 
Znajdź nas na Facebooku

Ta opowieść mogłaby posłużyć za scenariusz filmu przygodowego. 4 stycznia minęło 100 lat od wybuchu Powstania Wielkopolskiego w Barcinie. 23 stycznia minęło 41 lat (a nie około 60, jak sugerują dotychczasowe źródła) od śmierci Chen De Fu z Mandżurii, który przez powstańców wielkopolskich i swoich przyjaciół w Barcinie był nazywany Zdzisławem. Dotarliśmy dzięki wnuczce jego opiekuna i pryncypała z zakładu stolarskiego do niepublikowanych wcześniej zdjęć i dokumentów oraz opowieści o Chińczyku, który walczył za Polskę, rzeźbił dla barcińskiego kościoła, a nocą pasjami grywał w karty.

Zdzisław Czendefu na promie rzecznym fot. z archiwum Iwony Szuflickiej
Zdzisław Czendefu na promie rzecznym fot. z archiwum Iwony Szuflickiej

     Na początku stycznia pisałem dla naszej gazety relację z obchodów 100. rocznicy Powstania Wielkopolskiego w Barcinie. Na koniec tej uroczystości, po apelu, na którym odczytane zostały nazwiska barcinian poległych w Powstaniu Wielkopolskim i uczestników tego zrywu niepodległościowego, którzy spoczywają na barcińskim cmentarzu, zagaiłem rozmowę z Jackiem Pietraszko. To prezes Oddziału Kujawsko-Pomorskiego Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego w Bydgoszczy i członek prezydium Zarządu Głównego TPPW w Poznaniu. W trakcie uroczystości w Barcinie prezes m.in. uhonorował medalami i dyplomami osoby zasłużone w tej gminie dla kultywowania pamięci o powstaniu, które 100 lat temu przyniosło wolność Wielkopolsce.
     Nasz żal wzbudził fakt, że przecież wielu żołnierzy tego powstania spoczywa gdzieś poza regionem Pałuk i pamięć o nich nie zawsze jest podtrzymywana w związku z tym przez współczesnych. Nie wszyscy więc powstańcy wielkopolscy symbolicznie stają odczytywani do apelu podczas obchodów rocznicowych. Niknie też pamięć lub nawet w ogóle nie posiadamy wiedzy o miejscach ostatniego spoczynku niektórych z nich. Zwłaszcza, jeśli dawni żołnierze powstania nie zostawili po sobie potomków. Tak zaś było choćby w przypadku Weroniki i Józefa Zdzisława Czendefu.
     Gdy prezes Jacek Pietraszko usłyszał ode mnie to nazwisko Chińczyka walczącego 100 lat temu po polskiej stronie z Niemcami w Barcinie, Inowrocławiu, na linii Łabiszyn - Szubin oraz w okolicach Jarocina i Pleszewa, od razu wyraził swoje poruszenie. - Kilka miesięcy temu napisała do mnie jako do prezesa oddziału TPPW pewna pani, która stwierdziła w tym liście, że znała osobiście Józefa Zdzisława Czendefu. Prosiła, aby jakoś sprostować błędne informacje o dalszych losach tego powstańca, które krążą w przestrzeni publicznej. Nie wiem, jak ten temat poprowadzić, bo nie znam tej historii zbyt dobrze, ale na pewno jest ciekawa. Mieliśmy nawet Chińczyka po naszej stronie - mówił z przejęciem Jacek Pietraszko.
     Osoby interesujące się historią przedwojennego Barcina wiedzą, że na rynku tego miasta, w jednej z posesji położonych w pierzei wschodniej, znajdował się zakład stolarski Władysława Chojnackiego. Choć mały, jak i sam Barcin wtedy, cieszył się ów zakład dużą renomą wśród mieszkańców miasta. Świadczy o tym choćby fakt - jak przypomniał Paweł Białkowski, który obecnie mieszka na terenie dawnej posesji rodziny Chojnackich (wspomniany Władysław był jednym z jego wujów) - że rodzinna firma wyposażyła w ławki i inny sprzęt drewniany wnętrza kościoła św. Jakuba w swoim mieście. Do tej zresztą historii jeszcze wrócimy w tym tekście, gdyż wiąże się ona z osobą Czendefu.
     Udało nam się skontaktować z panią, która napisała do Jacka Pietraszko. Jest ona kuzynką Pawła Białkowskiego, a jednocześnie wnuczką Władysława Chojnackiego. To Iwona Szuflicka, obecnie mieszkająca w Dąbrówce Nowej w gminie Sicienko niedaleko Bydgoszczy.
     - Znałam pana Zdzisława i panią Weronikę Czendefu osobiście. Pamiętam, że zawsze przyjmował gości w domu elegancko ubrany i w wypolerowanych, skrzypiących butach. Dodatkowo w każdą środę grywał w karty w „skata“ oraz, że jak przyjeżdżał do Barcina pociągiem, to na dworcu czekał na niego wóz pocztowy zaprzężony w konie, a w późniejszych czasach jedna jedyna taksówka, która była w tamtym okresie w Barcinie. Mój tata Janusz Chojnacki znał ich od czasów ich życia w Barcinie opiekując się nimi do końca ich życia w Toruniu - opowiada Iwona Szuflicka. Wnuczka opiekuna i pracodawcy Chińczyka, który ponad 100 lat temu zamieszkał w Barcinie, podkreśla, że jej intencją jest sprostowanie przede wszystkim błędnie podawanej w dotychczasowych artykułach w prasie poznańskiej, a także w internetowej Wikipedii daty śmierci Czendefu oraz nazwiska rodowego jego żony. Otóż w większości publikacji podawano, że Józef Zdzisław Czendefu zmarł w połowie lat pięćdziesiątych, a jego żona Weronika z domu nazywała się Pilachowska. W rzeczywistości nazwisko rodowe Weroniki Czendefu brzmiało Góralska. Pomyłka wynika najpewniej z tego faktu, że w napisanym przez siebie życiorysie powstańca wielkopolskiego (żona barcinianina rodem z Mandżurii też bowiem wzięła udział w powstaniu sprzed wieku jako sanitariuszka), podała oprócz własnego nazwiska panieńskiego, także rodowe swojej matki - Magdaleny Góralskiej z domu Pilachowskiej właśnie.

Zdjęcie wykonane w powstańczym szpitalu polowym zimą 1919 r. W ostatnim rzędzie 4. od lewej stoi Weronika Góralska, później żona Zdzisława Czendefu. fot. z archiwum Iwony Szuflickiej
Zdjęcie wykonane w powstańczym szpitalu polowym zimą 1919 r. W ostatnim rzędzie 4. od lewej stoi Weronika Góralska, później żona Zdzisława Czendefu. fot. z archiwum Iwony Szuflickiej

     Z MANDŻURII DO POLSKI
     Historia Józefa Zdzisława Czendefu, który urodził się 15 maja 1892 r. jako Chen De Fu w powstającym wtedy w miejscu kilku małych osad rosyjskim mieście Dalian na terenie Mandżurii, jest znana z jego własnej opowieści. W 1936 r. artykuł o Chińczyku z Barcina opublikował w nr 1 z 1 stycznia poznański Orędownik. Artykuł nosił tytuł Chińczyk, który walczył o wyzwolenie Wielkopolski.
     Miasto Dalian nad Morzem Żółtym nie musi być koniecznie znane miłośnikom historii. Jednak nazwa Port Artur bywa już znacznie częściej kojarzona, zwłaszcza wśród interesujących się bitwami morskimi. To strategiczny port nad Morzem Żółtym na Półwyspie Liaodong, który w połowie XIX w. założyli Brytyjczycy. Później ten port przejęli Chińczycy, od których wydzierżawiła go carska Rosja. Została tam stworzona rosyjska baza Floty Wojennej Pacyfiku. Obecnie port ten jest już dzielnicą Dalian, ale ponad 120 lat temu był odrębną jednostką administracyjną.
     Z opowieści Józefa Zdzisława Czendefu, którą podzielił się on z czytelnikami Orędownika (sam w tym celu pofatygował się z Barcina do Poznania, do siedziby redakcji) wynikało, że w wieku 7 lat stracił on oboje rodziców. Chłopiec pozostawszy bez opieki użebrał kilka rubli na ulicach i rozpoczął handel owocami.
     W tym dalekim mieście przebywał wówczas na służbie w armii carskiej Polak, kapitan Kazimierz Skorotkiewicz. Ten oficer spotkał dwunastolatka Chen De Fu handlującego na ulicach Dalian owocami. W artykule w Orędowniku miasto to podawane jest pod japońską nazwą Darien - z tego powodu, że po wojnie japońsko-rosyjskiej 1904-1905 i klęsce Rosjan znajdowało się ono pod kontrolą Japonii aż do 1945 r.
     Kapitan Skorotkiewicz postanowił zabrać młodego Chińczyka z sobą na służbę w charakterze ordynansa. W ten sposób Chen De Fu trafił do Portu Artura. Pełnił funkcję gońca i tłumacza pułkowego. Po kapitulacji twierdzy Port Artur w niewoli japońskiej znalazło się ponad 72.000 żołnierzy armii carskiej. Wśród nich było ponad 4.600 Polaków, a jednym z nich był kapitan Kazimierz Skorotkiewicz. Miał on prawo jako jeniec oficerskiej rangi posłać swego ordynansa z wiadomością do rodziny. W ten sposób Chen De Fu w 1905 r. udał się prawie na drugi koniec kontynentu Eurazji, a konkretnie do Warszawy. Przebywał tam u pani Dąbrowskiej, siostry Kazimierza Skorotkiewicza.
     Wówczas trzynastolatek z Mandżurii zaczął się uczyć w Warszawie rzeźbiarstwa i malarstwa, bo przejawiał talent plastyczny. Bariery językowej nie było żadnej. Tak Warszawa, jak i rodzinny Dalian Chen De Fu (a raczej Bazylego Jana Charczeńko, gdyż takiego nazwiska używał podczas pobytu w Warszawie) znajdowały się na dwóch przeciwległych krańcach carskiej Rosji, gdzie wspólnym językiem dla wszystkich był rosyjski. Być może dodatkowo jako ordynans oficera pochodzącego z Polski, oprócz umiejętności posługiwania się językiem Puszkina, zaczął też uczyć się polskich słów. Pewne jest natomiast, że kilkadziesiąt lat później, jak wynika ze wspomnień tak Pawła Białkowskiego, jak i Iwony Szuflickiej, Józef Zdzisław Czendefu mówił po polsku bez żadnego akcentu, natomiast w języku ojczystym nie pamiętał już żadnych słów. Zresztą już w redakcji Orędownika zadeklarował, że z Chinami nic go nie łączy - Mandżurię opuścił 30 lat wcześniej - natomiast wszytko łączy go z Polską.
     Jako próbującego swoich sił w rzeźbiarstwie, osieroconego, chińskiego chłopca w Warszawie poznał go jeden z członków rodziny Władysława Chojnackiego. Bazyli Jan Charczeńko, czyli Józef Zdzisław Czendefu zaczął pracować w warszawskim zakładzie stolarskim rodziny Chojnackich. Wkrótce Władysław Chojnacki zaproponował, że zabierze go z sobą do Barcina i tak Czendefu z Mandżurii dotarł do miasteczka nad Notecią.

Młodzieniec szybko opanował język polski i w czerwcu 1907 r. przyjął chrzest katolicki w kościele św. Jakuba w Barcinie. 29 lat później podawał poznańskim dziennikarzom, że ochrzcił go ksiądz proboszcz Matjasik. Tak wymawiał nazwisko ks. Bronisława Matyaszczyka, pierwszego proboszcza w nowej barcińskiej świątyni katolickiej (stary kościół św. Jakuba został rozebrany w 1888 r., bo groził katastrofą budowlaną, przez kilkanaście lat nabożeństwa odbywały się w budynku zaadaptowanym na kaplicę, a budowa nowej, katolickiej świątyni neogotyckiej zakończyła się w 1901 r.). Z osobą ks. Bronisława Matyaszczyka barciński Chińczyk zetknął się zresztą bezpośrednio także 12 lat później, przy wybuchu Powstania Wielkopolskiego.

Młody Zdzisław Czendefu na zdjęciu być może z członkiem rodziny swoich barcińskich opiekunów. Fotografia wykonana w atelier J. Trando w Inowrocławiu. fot. z archiwum Iwony Szuflickiej
Młody Zdzisław Czendefu na zdjęciu być może z członkiem rodziny swoich barcińskich opiekunów. Fotografia wykonana w atelier J. Trando w Inowrocławiu. fot. z archiwum Iwony Szuflickiej

     W BARCINIE
     Wróćmy do czerwca 1907 r. - kończył się wówczas rok szkolny upamiętniony w szkole na barcińskim rynku (obecnie Szkoła Podstawowa nr 1, a wtedy szkoła niemiecka) strajkiem dzieci polskich. Byli to w wielu przypadkach późniejsi żołnierze Powstania Wielkopolskiego. Wśród nich był Edmund Reinke, który udział Czendefu w powstaniu potwierdził w swoich wspomnieniach spisanych w 1973 r. Udział w tym strajku brała również udział Weronika Góralska (ur. 20 lutego 1895 r. w pobliskim Krotoszynie), przyszła żona Czendefu.
     - Do szkoły podstawowej uczęszczałem w Barcinie na rynku (wspominał Edmund Reinke na 10 lat przed swoją śmiercią). Ukończyłem ją z półrocznym opóźnieniem, ale nie z powodu moich porażek w nauce, a po prostu dlatego, że wziąłem udział w strajku szkolnym w odmowie słuchania lekcji wyłącznie po niemiecku. Solidaryzowaliśmy się wtedy z kolegami z Wrześni i z innych miast Wielkopolski. Strajkowaliśmy w Barcinie w roku szkolnym 1906/07 - opowiadał Edmund Reinke w 1973 r.

     Bezpośrednią przyczyną wybuchu strajku było to, że zawieszono w szkole nauczanie religii po polsku, a był to ostatni przedmiot wykładany w języku ojczystym. W trakcie strajku dzieci były wielokrotnie bite. W zasadzie za każdą najniższą ocenę (wtedy była to piątka) uczniowie byli bici. Wiązało się to z bezustannym wymierzaniem kar cielesnych, bo nikt w tym czasie nie otrzymywał oceny wyższej niż cztery lub pięć, przy czym te najgorsze przeważały. Lekcje trwały do 1600, a często za karę trzeba było jeszcze zostać dodatkowo nawet 2 godziny. Była tylko półgodzinna przerwa na obiad. W czasie strajku za każdą nieobecność dziecka w szkole bez zwolnienia lekarskiego rodzice musieli płacić karę 15 marek. W czasie tego strajku Edmund Reinke miał 13 lat. Protest uczniów polskich w Barcinie zakończono właśnie w tamtym czasie, gdy Czendefu pilnie przygotowywał się do przyjęcia sakramentu chrztu. Być może już wtedy poznał swoją przyszłą żonę Weronikę Góralską. Otóż zarówno Iwona Szuflicka, jak i Paweł Białkowski przypominają sobie, że Weronika była jakąś krewną rodziny Chojnackich, czyli opiekunów młodego przybysza z Dalekiego Wschodu.
Znajomość Weroniki i Józefa Zdzisława Czendefu - jeśli rzeczywiście miała miejsce już wtedy - nie skutkowała od razu uczuciem obojga względem siebie. Ślub wzięli dopiero w kwietniu 1937 r. Tak wynika z krótkiego życiorysu Weroniki Czendefu napisanego przez nią odręcznie na kartce pod koniec 1976 r. Zawierając zatem ślub mieli: ona 42 lata, on 45 lat. Dzieci się nie doczekali.
     Znów jednak musimy cofnąć się do pierwszych lat pobytu Józefa Zdzisława Czendefu w Barcinie. Otóż od 1904 r. działało w mieście gniazdo Towarzystwa Gimnastycznego Sokół. Ta organizacja kształtowała nie tylko sprawność i tężyznę fizyczną młodych Polaków, ale też krzewiła wśród nich patriotyczne ideały. W Sokole spotkali się na pewno Edmund Reinke i Józef Zdzisław Czendefu - ten pierwszy był członkiem Sokoła w Barcinie od samego początku, natomiast barciński Chińczyk wstąpił do tego stowarzyszenia nieco później.

Drugi od lewej Zdzisław Czendefu podczas spaceru z przyjaciółmi fot. z archiwum Iwony Szuflickiej
Drugi od lewej Zdzisław Czendefu podczas spaceru z przyjaciółmi fot. z archiwum Iwony Szuflickiej
Weronika i Zdzisław Czendefu podczas romantycznej wycieczki kajakiem po Noteci w Barcinie. Na nabrzeżu widać opłotowanie zabudowań gospodarczych przy dworze Kazimierza Winieckiego, przedwojennego wójta gminy wiejskiej Barcin (siedziba znajdowała się na obecnej ul. Pałuckiej w Barcinie). W tle widać m.in. wieżę protestanckiego kościoła św. Marcina, który został rozebrany na początku lat siedemdziesiątych ub.w. fot. z archiwum Iwony Szuflickiej
Weronika i Zdzisław Czendefu podczas romantycznej wycieczki kajakiem po Noteci w Barcinie. Na nabrzeżu widać opłotowanie zabudowań gospodarczych przy dworze Kazimierza Winieckiego, przedwojennego wójta gminy wiejskiej Barcin (siedziba znajdowała się na obecnej ul. Pałuckiej w Barcinie). W tle widać m.in. wieżę protestanckiego kościoła św. Marcina, który został rozebrany na początku lat siedemdziesiątych ub.w. fot. z archiwum Iwony Szuflickiej

     NA WOJENNEJ ŚCIEŻCE
     W 1914 r. z chwilą wybuchu wojny światowej Czendefu - jak później wspominał - był nakłaniany przez niemieckiego burmistrza Barcina nazwiskiem Spude do wstąpienia w szeregi armii cesarza Wilhelma II. Tego udało się jednak Chińczykowi uniknąć, a to dzięki wsparciu i zabiegom czynionym przez posła do parlamentu Rzeszy, a jednocześnie działacza polskiej Narodowej Demokracji, księdza Józefa Kurzawskiego pełniącego wtedy posługę duszpasterską w Pakości. Dodajmy zresztą, że już po odzyskaniu niepodległości ks. Józef Kurzawski był też posłem na Sejm Ustawodawczy z okręgu Poznań nr 1 (Mogilno - Wyrzysk - Inowrocław - Bydgoszcz - Strzelno - Witków - Żnin - Szubin).
     Uniknąwszy poboru do armii pruskiej Czendefu udzielał się w Barcinie w Towarzystwie Sokół. Przez moment był nawet jego naczelnikiem. 4 stycznia 1919 r. właśnie na zebraniu Sokoła zdecydowano o wybuchu powstania w Barcinie. Wraz z tym oddziałem wziął udział w walkach o Inowrocław, a później także na linii Łabiszyn - Szubin, prawdopodobnie o sam Łabiszyn. Później część barcinian brała udział w obronie mostu w Antoniewie i w bitwie o pociąg pancerny w Rynarzewie. Czendefu był wśród nich. Potwierdzenia udziału Czendefu w Powstaniu Wielkopolskim, oprócz Edmunda Reinkego dokonał także kapral Leonard Krukowski, dowódca kompanii barcińskiej, który po wcieleniu jej do Armii Wielkopolski został awansowany do stopnia majora. W 1920 r. Czendefu jako ochotnik walczył w wojnie z bolszewikami.
     Nie ma żadnych dowodów na to, iż Zdzisław Czendefu - takim bowiem tylko imieniem zwracali się do niego znajomi w Barcinie - spotkał swoją przyszłą żonę w szpitalu polowym, który funkcjonował w czasie powstania, ale nie ma też dowodów na to, że tak nie było. W Barcinie dochodziło do koncentracji powstańczych oddziałów z całego frontu północno-wschodniego; spotykały się tutaj kompanie z Pakości, czy Mogilna i z Barcina. Polacy szli walczyć m.in. o Inowrocław, Łabiszyn, Żnin, Rynarzewo. Pewne jest, że Weronika Góralska w szpitalu polowym w Barcinie służyła jako sanitariuszka-pielęgniarka. Jak pisała ona w swoim życiorysie w 1976 r., leczenie i pielęgnowanie chorych odbywało się pod nadzorem niemieckiego lekarza nazwiskiem Janasz. Wiadomo również, że w szpitalu opieką nad rannymi zajmowały się też inne barcinianki: Maria Chojnacka (była to pierwsza żona Władysława Chojnackiego), Aniela i Jadwiga Hagenzen i kolejne Jadwigi: Majewska i Wronecka. Zapewne przewijały się w tej służbie i inne pielęgniarki. Przyszła żona Zdzisława Czendefu pracowała w polowym szpitalu od dnia wybuchu powstania w Barcinie do 18 lutego 1919 r.
W 1924 r. Czendefu, który po wojennej zawierusze wrócił do swego pryncypała Władysława Chojnackiego w Barcinie i rozpoczął starania o uzyskanie polskiego obywatelstwa. Mimo wojennych zasług dla Polski, uzyskanie obywatelstwa II Rzeczypospolitej nie było takie proste. Chińczyk deklarował na łamach Orędownika, że status polskiego obywatela pomógł mu uzyskać burmistrz Barcina. Starania Czendefu skończyły się pomyślnie dopiero w 1933 r. Wspomnianym włodarzem miasta nad Notecią, którego wsparcie w staraniach o polski dowód podkreślał Józef Zdzisław Czendefu, był Antoni Piotrowski.

Płaskorzeźby z postaciami ewangelistów i pozostałe zdobienia ambony w kościele św. Jakuba w Barcinie wykonał według Henryka Gałęzewskiego Chińczyk Czendefu, bo to on odpowiadał za stronę artystyczną przedsięwzięć realizowanych w przedwojennym zakładzie stolarskim w Barcinie. fot. Karol Gapiński
Płaskorzeźby z postaciami ewangelistów i pozostałe zdobienia ambony w kościele św. Jakuba w Barcinie wykonał według Henryka Gałęzewskiego Chińczyk Czendefu, bo to on odpowiadał za stronę artystyczną przedsięwzięć realizowanych w przedwojennym zakładzie stolarskim w Barcinie. fot. Karol Gapiński

     ARTYSTA I RZEMIEŚLNIK
     W latach dwudziestych i trzydziestych stolarz rodem z Barcina dał się poznać jako doskonały rzemieślnik, ale też utalentowany artysta. Iwona Szuflicka opowiedziała, że sama nie widziała, ale słyszała, że nazwisko Czendefu jest podpisane na tabliczce przymocowanej do jednego z konfesjonałów w kościele św. Jakuba. Ma to świadczyć o tym, że właśnie przybysz z Chin własnoręcznie wykonywał ten konfesjonał. Być może tak jest, ale tabliczki z nazwiskiem Czendefu na żadnym z 4 konfesjonałów w kościele na starym mieście w Barcinie nie odnaleźliśmy.
     Jednak Henryk Gałęzewski, który w tej świątyni pełni funkcję kościelnego potwierdził, że rzeczywiście zakład stolarski Władysława Chojnackiego wykonywał część wyposażenia tego kościoła w okresie międzywojennym.
     Henryk Gałęzewski ma o tym wiedzę dlatego, że po pierwsze kiedyś miał okazję przeglądać starą kronikę parafialną, w której informacja o tym jest zawarta. Po drugie dziadek naszego rozmówcy pracował kiedyś w stolarni Władysława Chojnackiego i znał się osobiście z Czendefu. Po trzecie wreszcie wiadomo na pewno, że fundatorem i wykonawcą np. drewnianej ambony w kościele była firma Władysława Chojnackiego w 1931 r. Potwierdza to wyryty w drewnie napis z datą.
     Ambona historycznie była umocowana na wysokości kilku metrów w ścianie u zbiegu nawy bocznej lewej i nawy głównej, w sąsiedztwie stołu komunijnego. Przed kilkudziesięcioma laty część liturgiczną mszy św. z tej ambony kapłani sprawowali po wejściu na nią po schodach. Obecnie ta ambona jest zdjęta i ustawiona na posadzce, też w sąsiedztwie stołu komunijnego, ale od strony prawej nawy.
     Kapłan nadal, jak było już w latach trzydziestych (wtedy czynił to ksiądz proboszcz Aleksander Nowicki), czyta wiernym Pismo Święte lub wygłasza homilię stojąc wewnątrz ambony, której zewnętrzne ściany zdobią płaskorzeźby z postaciami czterech ewangelistów. Te rzeźby wyszły według wiedzy Henryka Gałęzewskiego spod dłuta pana Czendefu.
     ZAMIŁOWANIE DO KART
     Jednak ów mistrz dłuta w przedwojennym Barcinie nie samą tylko pracą żył. Iwona Szuflicka wspomina, że w rodzinie mówiono o jego zamiłowaniu do gry w karty. Potwierdza to również Paweł Białkowski. Gdy pytam go, w jaki sposób dalsze ślady po Czendefu prowadzą nas z Barcina do Torunia, ten odpowiada, że kamienica w mieście Kopernika przy ul. Świętego Ducha, gdzie jego chiński wuj już żonaty z ciocią Weroniką zamieszkali przed wojną, to wygrana w pokera.
     Ze wspomnień Pawła Białkowskiego wynika, że wuj Zdzisław lubił grać w pokera i grał skutecznie. Karta przeważnie się go trzymała a nierzadko grał o wysokie stawki. Bywało w życiu, że nie miał żadnego domu i mieszkał u swego pryncypała, a było i tak, że posiadał jednocześnie nawet dwie, albo i trzy nieruchomości. W tej toruńskiej, na Świętego Ducha mieszkał z żoną do śmierci.
     Z zamiłowaniem Czendefu do kart i hazardu jest związana jeszcze jedna anegdota rodzinna, którą sobie przypomina Paweł Białkowski. Otóż przybysz z Mandżurii miał w zwyczaju regularnie chodzić w niektóre wieczory do sali Kletkego. Była to jedyna w mieście duża sala biesiadna, pełniąca funkcje konferencyjne, ale i gastronomiczne, w której okazjonalnie odbywały się też projekcje kinowe. W późniejszych latach powstało zresztą w tym obiekcie stałe kino, które pod nazwą Kujawiak funkcjonowało do końcówki lat osiemdziesiątych. Sala Niemca Kletkego znajdowała się zaledwie kilkadziesiąt metrów od zakładu stolarskiego Chojnackich, a mianowicie w kamienicy na rogu ul. Wioślarskiej i północnej pierzei Rynku (obecnie funkcjonuje tam restauracja Staromiejska).
     - Podczas jednego z takich posiedzeń przy kartach mężczyźni oddający się grze w pokera dodatkowo zabawiali się różnymi zakładami. Niemiec, właściciel sali, był ponoć człowiekiem potężnej postury i w pewnym momencie zaproponował drobnemu Chińczykowi zakład, że Czendefu nie znajdzie w zakładzie stolarskim trumny na wymiar dla Kletkego. W firmie Chojnackich rzeczywiście trumny były wykonywane, ale akurat takiej, w której zmieściłby się Kletke nie było. Mimo to Czendefu podjął zakład i udał się do firmy, w której pracował. Wziął do pomocy jeszcze kilku pracowników i do rana zbili trumnę na wymiar dla Niemca. Od razu zanieśli ją do sali Kletkego. Ten, gdy zobaczył trumnę dopasowaną do swojej postury, przeraził się. Szybko wypłacił Czendefu pieniądze, o które poszedł zakład i kazał zabierać trumnę z sobą. Po ożenku wuj się ustatkował, jeśli chodzi o hazard. Ciotka, która w porównaniu z nim była kobietą dużej postury, nie pozwalała mu grać o wysokie stawki - opowiada Paweł Białkowski.
     Wiele lat temu wśród barcinian krążyły opowieści, że Czendefu, gdy jeszcze oddawał się kartom, to miał ponoć taki rytuał, którym mógł silnie przestraszyć swoich przeciwników przy stole. Otóż zawsze na blacie kładł pistolet. Nie ma jednak żadnych świadectw na to, aby komukolwiek zrobił krzywdę podczas twardej gry, więc trzeba te opowieści traktować, jako legendę.
     Paweł Białkowski pamięta ze swego dzieciństwa postać Zdzisława Czendefu. - Przypominam sobie, że jako dzieciaka interesowało mnie zawsze, czy on rzeczywiście miał skośne oczy. W tamtych latach bowiem on nosił zawsze ciemne okulary, miał chyba jakiś problem ze wzrokiem i był już w starszym wieku - przypomina sobie Paweł Białkowski.
     URATOWAĆ GRÓB
     Po przeprowadzce do Torunia Czendefu i jego żona nadal odwiedzali Barcin. Ze zdjęcia, które odnalazła w swoim archiwum Iwona Szuflicka, wynika, że w letniej porze oddawali się np. ulubionemu przez ówczesnych barcinian sposobowi rekreacji, a mianowicie kajakarstwu na Noteci. Dodajmy, że z małżeństwem Czendefu Iwonę Szuflicką łączył bliższy związek niż ze zwykłym wujostwem. Z tej przyczyny, że Weronika Czendefu była jej matką chrzestną.
     - Pamiętam ich z młodości i teraz żałuję, że nie próbowałam się więcej wypytać wuja Zdzisława o jego losy w młodości, w tym o udział w Powstaniu Wielkopolskim. Wtedy mnie to niespecjalnie interesowało, a teraz jest już za późno. Z informacji uzupełniających mogę podać, że zmarł 23 stycznia 1978 roku w szpitalu w Toruniu, a pochowany jest na cmentarzu św. Jerzego przy ul. Gałczyńskiego w Toruniu. W miejscu tym jest również pochowana jego żona Weronika, także uczestniczka Powstania Wielkopolskiego, która zmarła 28 stycznia 1986 roku. Grób lekko zapada się, tablica też wymaga renowacji, a miejsce pochówku na cmentarzu nie jest już opłacone, co uniemożliwiło nam poprawienie pomnika - nie otrzymaliśmy zgody na takie prace od administratora cmentarza. Może przy pomocy Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego uda się ich grób uratować przed likwidacją i pozostawić następnym pokoleniom - wyraziła na koniec swoją nadzieję Iwona Szuflicka.
     ODZNACZENI ZA UDZIAŁ W POWSTANIU

     W jej archiwum znajdują się odznaczenia i dokumenty potwierdzające ich nadanie w podziękowaniu zarówno Zdzisławowi, jak i Weronice Czendefu za służbę Polsce. 17 marca 1938 r. zarządzeniem prezydenta RP Ignacego Mościckiego powstaniec wielkopolski rodem z Mandżurii został odznaczony Medalem Niepodległości. Kapitan Franciszek Sakowski, kierownik Komitetu Medalu i Krzyża Niepodległości informował jednocześnie Czendefu, że jako odznaczony ma on prawo do zniżki na PKP, ale wcześniej musi wyrobić legitymację.
     Z kolei 10 listopada 1958 roku Czendefu został odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Cały czas mieszkał wtedy z żoną w Toruniu. Udało mu się przeżyć okupację niemiecką. Prawdopodobnie był on zupełną zagadką dla hitlerowskiej administracji Torunia. Nie przypuszczali, że Czendefu to były powstaniec wielkopolski - gdyby mieli o tym wiedzę, groziłaby Chińczykowi śmierć z ich ręki.
     Jak wynika z notki biograficznej w opisie Wielkopolskiego Krzyża Powstańczego, Zdzisław Czendefu pracował jako stolarz w Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego Rzut w Toruniu i dokonał kilku pracowniczych usprawnień, za co otrzymał z Urzędu Patentowego Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej stosowne zaświadczenia.
Weronika Czendefu za udział w Powstaniu Wielkopolskim została awansowana w 1972 r. do stopnia podporucznika. Było to możliwe dzięki temu, że rok wcześniej uzyskała ona zaświadczenie potwierdzające swoje uczestnictwo w powstaniu. Złożyła je zamieszkała w 1971 r. w Gdyni Maria Suwalińska, również uczestniczka Powstania Wielkopolskiego. Potwierdziła ona, że zna Weronikę Czendefu i wspólnie z nią brała udział w strajku szkolnym w Barcinie w w 1907 r., a od 4 stycznia 1919 r. jako ochotniczki pracowały w szpitalu dla rannych w Barcinie pod kierunkiem doktora Janasza. Komendantem oddziału bojowego, pod który podlegał szpital, był major Leonard Krukowski, wtedy zamieszkały w Barcinie.
     W 1974 r. Weronika Czendefu została odznaczona Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym, a w 1976 r. Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski.
Rodzice Iwony Szuflickiej: Danuta i Janusz Chojnaccy mieszkali w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w Toruniu i byli ostatnimi opiekunami małżeństwa Czendefu. - Weronika i Zdzisław zawsze wzbudzali duże zainteresowanie przechodniów na ulicach, czy to w Barcinie - jak wynika z opowieści, które słyszałam - czy to później w Toruniu. Ona była bowiem postawną, wysoką kobietą, a on niskim mężczyzną. Byli zgodnym małżeństwem, związek ich, według moich obserwacji oparty był na partnerskich zasadach. Weronika nie pracowała zawodowo. Zajmowała się domem. On natomiast w domu chodził przeważnie ubrany w bonżurkę i w małej czapeczce. Będąc właścicielem kamienicy czynsze od lokatorów pobierał zawsze w tym samym terminie, przy biurku w przedpokoju mieszkania. Miało to bardzo formalny wymiar, nie odbywało się byle jak, gdzieś na klatce schodowej. W późniejszych latach mój tata zawsze po pracy jeździł w odwiedziny do Weroniki i Zdzisława Czendefu i dbał o nich, jak o własnych rodziców - wspomina Iwona Szuflicka.
     W kwestii dat śmierci Weroniki i Zdzisława Czendefu, Iwona Szuflicka nie ma żadnych wątpliwości. Trzymała ich za ręce w szpitalnych łóżkach w toruńskim szpitalu, gdy odchodzili z tego świata. Daty te widnieją też, choć obecnie już niewyraźne, na grobowcu małżonków - powstańców z Barcina.
     Katalog nielicznych, znanych śladów po działalności Zdzisława Czendefu możemy jeszcze wzbogacić o zbiór artykułów z gazet z 1936 r. pod wspólnym tytułem Barciniacy w Powstaniu Wielkopolskim. Zszywkę tę przygotował na pamiątkę sam Zdzisław Czendefu i znajduje się ona w archiwum Iwony Szuflickiej. Wnuczka Władysława Chojnackiego nie wyklucza przekazania tej pamiątki do zasobów muzealnych, np.dla Muzeum Ziemi Szubińskiej. Zdzisław Czendefu zostawił po sobie także oryginalne, własnoręcznie zrobione biurko. Posiada ono szereg różnych szuflad i skrytek, a syn Iwony Szuflickiej nosi się z zamiarem odrestaurowania tego mebla.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1406 (4/2019)

 

Bibliografia:
• Jerzy Krzyś, Czesław Cieślak, Szkice z przeszłości Barcina, Barcin 2009.
• Edmund Reinke - praca konkursowa powstańca wielkopolskiego w 50. rocznicę Powstania Wielkopolskiego wysłana na konkurs Głosu Wielkopolskiego [w] Udział mieszkańców Barcina i okolic w Powstaniu Wielkopolskim w latach 1918-1919, pod redakcją Stefani Szadłowskiej, Teresy Kaczmarek, Barbary Chojnowskiej, Barcin 2011.
• Życiorys Weroniki Czendefu spisany odręcznie w 1972 r. i w wersji rozszerzonej w 1976 r. w Toruniu.
• Chińczyk, który walczył o wyzwolenie Wielkopolski, Orędownik nr 1/1936 r.
• Karol Gapiński, Powstaniec Edmund Reinke w służbie Barcinowi, Pałuki nr 52/2009 oraz wspomnienia Edmunda Reinke napisane przez niego w 1973 r., udostępnione m.in. na potrzeby tego artykułu w 2009 r. przez Stefanię Szadłowską.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry