Wyślij zdjęcie dziecka

Otwierasz ponownie sklep? Uruchamiasz na nowo usługi? Daj nam znać, poinformujemy o tym mieszkańców - Twoich klientów! Zadzwoń: 508-211-990

Znajdujesz się na starej wersji portalu palukitv.pl

Aktualne informacje znajdziesz na nowej stronie.

 
Znajdź nas na Facebooku

Kiedy mieszkał w USA, odwiedzał miejscowe redakcje. Naszą też odwiedził. Pośrednio, bo w postaci wycinków z polonijnych gazet. Marian Patyński, bo o nim mowa, w taki sposób, zza grobu, przybliża kolejny etap swego bogatego życia.

Marian Patyński w pracowni na 7922 Fifth Avenue w nowojorskim Brooklynie fot. archiwum redakcji
Marian Patyński w pracowni na 7922 Fifth Avenue w nowojorskim Brooklynie fot. archiwum redakcji

     Na początku tej dekady na łamach Pałuk opisaliśmy żniński epizod z życiorysu artysty-malarza Mariana Patyńskiego. Opowiedział nam o tym na kilka miesięcy przed śmiercią były naczelnik miasta i gminy Żnin Zbigniew Skorwider.

      OPOWIEŚĆ SKORWIDERA

      - Nie wiem, skąd pochodził. Zakochał się w żniniance, zapomniałem jej nazwisko, na ulicy Pocztowej mieszkała. Wzięli ślub i żninianka stała się jego żoną. Jeść trzeba było i rodzinę utrzymać. Wobec tego on jeździł do Gdyni, malował, szkicował, węglem, ołówkiem. Szybko to robił, błyskawicznie i muszę powiedzieć - elegancko - mówił Zbigniew Skorwider.

      Kiedy wybuchła II wojna światowa, Marian Patyński przestał wyjeżdżać do Gdyni. Musiał pracować na miejscu. Pewien Niemiec prowadził w Żninie zakład malarski i zatrudnił Patyńskiego jako malarza pokojowego. Przy okazji dorabiał sobie malując obrazy. Niemiec, właściciel firmy malarskiej, zainteresował się zdolnościami Patyńskiego, który malował szybko, dużo i na podstawie zdjęć.

     - Wziął dziś od pana zdjęcie, a jutro miał pan obraz olejny - opowiadał Zbigniew Skorwider. - Farby były różne. Holenderskich Niemcy mieli jeszcze trochę. Mieli duńskich trochę farb. No, ale one były bardzo drogie. W końcu to sam sobie farby robił. Malował elegancko. Szybko. Niemiec się zorientował i wpadł na sposób, że można na nim zrobić interes. Załatwił mu ładne mieszkanie w Żninie. Zamawiał gdzieś u stolarza pod Poznaniem blejtramy. Patyński miał malować. Ale co miał malować? Ten Niemiec zdobył obraz najcenniejszego niemieckiego artysty, który malował Hitlera. Hitler taki naindorzony, wie pan, w płaszczu i z takim kołnierzem podniesionym. Z prawdziwego zdarzenia wódz III Rzeszy.

     Portrety Hitlera były wtedy jednymi z najdroższych obrazów w Niemczech. Niemiec zdobył jeden z takich obrazów. Podpatrzył blejtramy, czyli ramki, na które naciąga się płótno malarskie, żeby wszystko było dokładnie takie jak oryginalne. Dużo takich blejtramów wykonywał jakiś stolarz pod Poznaniem.

     Potem blejtramy trafiały do Żnina, a Patyński na nich malował. Jego chlebodawca nie kazał mu się spieszyć. Nie kazał mu robić Hitlera w jednym dniu, ale w 2-3 dni.

     Polak te obrazy malował, a Niemiec sprzedawał.

     - I wie pan, taka sytuacja, że ja pamiętałem tego Patyńskiego, bo lubił moją mamę. Często do nas przychodził i ją namalował. Był bardzo kontaktowy, miły, ładnego takiego usposobienia, życzliwy ludziom. Często żeśmy się spotykali, rozmawialiśmy. Czasami u niego patrzyłem, jak on to robi, jak maluje. On miał na Kościuszki dwa pokoje jako pracownię. Mnie jest teraz trudno powiedzieć, gdzie dokładnie to miał. Ja u niego bywałem. Z tym, że ten Niemiec pilnował, żeby nikt tam nie zaglądał. Bo to było obłożone wielką tajemnicą - twierdził nasz rozmówca.

Jeden z obrazów z cyklu „Fisherman`s Landing“
Jeden z obrazów z cyklu „Fisherman`s Landing“

     Zbigniew Skorwider pamiętał, że kopie portretów Hitlera rozchodziły się szybko i w dużych ilościach. Rozchodziły się tak długo, aż zainteresował się tym malarz, który namalował oryginał. Zauważył, że na rynku pojawiły się falsyfikaty. Na pierwszy rzut oka identyczne i nie do rozróżnienia. Zostały powiadomione odpowiednie służby, bo naruszono prawa autorskie prominentnego malarza. Zajęła się tym niemiecka służba bezpieczeństwa - Sicherheitsdienst des Reichsführers-SS (SD). Z relacji byłego naczelnika Żnina wynika, że proceder trwał 6 albo 8 miesięcy. Służba bezpieczeństwa odkryła, że nielegalne kopie pochodzą z Kraju Warty. Potem dotarli do producenta blejtramów i wtedy już dowiedzieli się, kogo dalej mają szukać. Niemca zleceniodawcę złapali na gorącym uczynku, jak sprzedawał nielegalne kopie portretów Hitlera pędzla Mariana Patyńskiego.

     Niemcowi zlikwidowano zakład. Poszedł siedzieć. Marian Patyński nie miał rozprawy, tylko został osadzony w obozie koncentracyjnym. Zbigniew Skorwider nie pamiętał, w jakim Patyński był obozie. W 1943 r. Zbigniew Skorwider musiał opuścić Żnin, bo okupanci wywieźli go na przymusowe roboty do Niemiec. Marian Patyński przed aresztowaniem zdążył namalować jeszcze portret matki Zbigniewa Skorwidera.

     Obóz, w którym osadzono Patyńskiego, znajdował się w Niemczech. Wyzwolili go Amerykanie i Marian Patyński miał już nie wrócić do kraju. Według relacji Zbigniewa Skorwidera, malarz od razu trafił do USA, gdzie zaczął się specjalizować w tematach marynistycznych i malował konie. - Wygrywał bardzo dużo nagród w USA. Jego obrazy trafiły do największych bogaczy amerykańskich - usłyszeliśmy od byłego naczelnika Żnina.

     Mariana Patyńskiego pamiętali dwaj kolejni żninianie, z którymi rozmawialiśmy 10 lat temu. Zarówno Kazimierz Marciniak, jak i Henryk Winiecki potwierdzili, że taki artysta malarz po naszym grodzie się kręcił, rozstawiał sztalugi, malował. Henryk Winiecki pamiętał nawet, w której to żniniance zadurzył się Marian Patyński. Była to siostra Czesława Szymańskiego, który przed wybuchem wojny wyjechał do Gdyni do pracy. W tym wypadku gdyński wątek jest ważny. W 1940 r. Henryk Winiecki spotkał Czesława Szymańskiego w Żninie. Powiedział mu wtedy, że wraz z ojcem uciekli z Gdyni. Szymańscy mieszkali przy ul. Pocztowej, niedaleko dzisiejszego Żnińskiego Domu Kultury. - Pracowałem jako malarz w firmie „Eisa“, Polaka (potem firmę przejął Niemiec) - opowiadał kilka lat temu Henryk Winiecki. - Tam też pracował Szymański. Utrzymywaliśmy kontakt. Bywałem u nich w domu. Jego siostra była dziewczyną albo żoną Patyńskiego. Dokładnie nie pamiętam. Mieszkał wspólnie z nimi. Był średniego wzrostu, drobny. Przed wojną go w Żninie nie było. Dopiero w czasie okupacji go spotkałem.

     Potem nasz rozmówca został wywieziony na roboty do kopalni węgla na Zaolziu. Henryk Winiecki powiedział, że na początku lat 50. widział Patyńskiego w Poznaniu. Tutaj opowieści się urywają, bo pamięć ludzka jest zawodna. Z jednej strony mam relacje o obozie, wyzwoleniu i wyjeździe do USA, a z drugiej Polskę, epokę stalinowską i Poznań.

Marian Patyński prezentuje puchar, najprawdopodobniej z żoną fot. archiwum redakcji
Marian Patyński prezentuje puchar, najprawdopodobniej z żoną fot. archiwum redakcji

     WYCINKI Z GAZET

     Artykuł sprzed ośmiu lat pt. Malował Hitlera i trafił do obozu zamieściliśmy na naszej stronie internetowej www.palukitv.pl.

     Kilka lat temu skontaktował się z nami mężczyzna, który przedstawił się jako rodzina Mariana Patyńskiego. Powiedział, że natrafił na artykuł w internecie i że ma ciekawe materiały na temat ojca. Na adres e-mailowy miał te materiały przysłać, ale nic nie otrzymaliśmy. Dlatego kolejny telefon związany z informacją o materiałach potraktowaliśmy z lekkim dystansem.

     W kilka miesięcy temu zadzwonił kolejny mężczyzna, który powiedział, że na pchlim targu na Górnym Śląsku kupił skórzaną teczkę, bo mu się spodobała. Kiedy wrócił do domu, okazało się, że w teczce są wycinki z gazet. Były to gazety polonijne ukazujące się w USA. Mianownikiem wspólnym wszystkich artykułów był ich bohater - Marian Patyński.

     Lektura artykułów pozwala na poskładanie brakujących elementów puzzli życiorysu Mariana Patyńskiego, choć nie pozwala odpowiedzieć na wszystkie pytania. Pozwala, ponieważ artysta, z racji otrzymywanych nagród, udzielając wywiadów opowiadał o swoim życiu.

     Jednak w żadnym z tekstów nie powiedział, że w czasie wojny mieszkał w Żninie. Wspomniał tylko, że był w obozie pracy.

     Podał, że urodził się w Dąbrowie Górniczej. Z tablicy nagrobnej z cmentarza w Ciechocinku wiemy, że 25 marca 1907 r. Studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jeszcze przed wojną otrzymał kilka nagród na wystawach zbiorowych w Polsce. Wyjeżdżał do Gdyni na plenery malarskie. Do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej przyjechał na przełomie lat 50. i 60. W 1965 r. otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie Złoty wiek dla starszych malarzy.

     Trzy stopy wielki puhar [pisownia oryginalna - przyp. rk] był prawie zaciężki. Ale nie zważając na to człowiek, który go dźwigał z uśmiechem i z sercem pełnym, radości - gotów był iść z nim przez cały New York i pokazać go wszystkim. Puhar ten był nagrodą za najlepsze dzieło malarskie, wybrane spośród 300 dzieł znakomitych nadesłanych na wystawę w Brooklynie - czytamy w artykule Pittsburczanina.

     Z lektury kolejnych wersów czytelnik dowiaduje się, że Marian Patyński ma 58 lat i dopiero cztery lata przebywa w USA. Jak odbierał nagrodę, nie mógł nic powiedzieć, ponieważ nie znał wtedy biegle języka angielskiego, ale - jak to ujął autor tekstu - jego rozradowane oczy i uśmiech nie schodzący z ust mówiły wszystko. Tytuł obrazu, który wygrał konkurs, brzmiał Fisherman`s Landing #2.

     Z innej notatki prasowej można się dowiedzieć, że Marian Patyński w Polsce tworzył pionierskie prace mozaiki słomkowej, uprawiał malarstwo portretowe i pejzażowe, nie gardząc sztuką użytkową - dekoracyjną.

     W artykule Nowego Dziennika można było przeczytać, że po kilku latach od ukończenia studiów w Krakowie - Patyński przeniósł się do Gdyni. Początkowo malował akwarelami, a później farbami olejnymi. Na Wybrzeżu miał swoje pierwsze wystawy. Do Stanów Zjednoczonych przyjechał w 1959 roku. Początki łatwe nie były. Miał problemy ze znalezieniem pracy. Nabywców swoich obrazów nie miał. Prace pokazywał i sprzedawał na Greenich Village. Tam Patyński sprzedał swoje pierwsze prace. Po zarobieniu pieniędzy wyjeżdżał do miejscowości wypoczynkowej w stanie Massachustetts i w okresie letnim malował portrety dla wczasowiczów.

     Z datą pojawienia się Patyńskiego w USA jest taki problem, że informacje prasowe są różne.

     Powyżej pojawia się rok 1959, a w 1965 r. po zdobyciu tytułu malarza roku w wywiadzie dla anglojęzycznej prasy powiedział, że jest w Stanach Zjednoczonych od 3,5 roku, czyli, że musiał przyjechać w 1961 r.

     Zresztą wywiad z dziennikarzem amerykańskim prowadzony był w nietypowy sposób.

     Marian Patyński, nie znając dobrze języka angielskiego, korzystał z pomocy tłumaczki. Była nią Lilian Konwitch z Bronksu, która miała za sobą 43 lata spędzone w USA. W wywiadzie tym odkrywamy kolejne elementy układanki z życiorysu Mariana Patyńskiego

     Dowiadujemy się, że w 1929 r. zdobył nagrodą na wystawie w Warszawie. Nie osiągnął jednak sukcesu. Podczas wywiadu powiedział, że nigdy nie był w wojsku i nie interesował się polityką.

     Ale w 1939 r. w Gdyni naziści złapali go na ulicy i wysłali do obozu pracy. Potem spędził cztery lata w obozie koncentracyjnym - czytamy w artykule. - W 1958 r. udał się na światowe targi do Brukseli. Zawsze chciał podróżować i oglądać wolny świat i postanowił nie wracać. Spędził kilka lat w Europie, a następnie przyjechał do tego kraju. Jego żona i 26-letni syn są nadal w komunistycznej Polsce; nie może ich tu ściągnąć. Kiedy poszedł do ambasady polskiej w Waszyngtonie, powiedziano mu, że nie może mieć tu swojej rodziny, ponieważ jest zdrajcą. Teraz czuje, że nie ma sensu więcej próbować i chce się rozwieść i kontynuować życie. Zna kobietę z Brooklynu, którą chce poślubić. Mieszka przy 7922 Fifth Ave. Bay Ridge, zarabia na życie sprzedając swoje obrazy i planuje otworzyć studio w swoim domu. Czuje, że po raz pierwszy w życiu jest wolnym człowiekiem.

     Z kolejnego wycinka prasowego dowiadujemy się, że Marian Patyński w wieku 54 lat miał wypadek u zbiegu 14th St and Fourth Ave. Uderzyło go lusterko wsteczne autobusu. Kiedy leżał na jezdni i czekał na karetkę fotoreporter Judd Mehlman wykonał mu zdjęcie. Ukazało się w miejscowej prasie angielskojęzycznej.

Ogłoszenie o wyprzedaży obrazów Mariana Patyńskiego“
Ogłoszenie o wyprzedaży obrazów Mariana Patyńskiego“

     W ogóle Marian Patyński dbał o dobre stosunki z prasą, zwłaszcza polonijną. Odwiedził redakcję Tygodnia Polskiego, ofiarował jeden ze swoich obrazów: Redakcję naszą odwiedził artysta malarz i jednocześnie właściciel Art Gallery przy 7922-5th Avenue Bay Ridge Brooklyn N.Y. pan Marian Patyński, który ofiarował redakcji swój obraz marynistyczny, malowany w Orłowie koło Gdyni. Korzystając z okazji przeprowadziliśmy z p. Patyńskim krótki wywiad.

     Zamawiał też życzenia świąteczne takiej oto treści: Wesołego Alleluja! Przyjaciołom Sztuk Pięknych a szczególnie Malarstwa Polskiego MARIAN PATYŃSKI ARTYSTA MALARZ Laureat Nagrody Miejskiej NYC. Właściciel Galerii Obrazów ART STUDIO.

     Po osiągnięciu sukcesu w konkursie i większemu zainteresowaniu jego obrazami, Marian Patyński zabrał się za organizowanie własnej galerii. Prócz swoich obrazów pokazywał w niej Zygmuntowicza i Koreckiego, a także artystów amerykańskich i włoskich. W 1971 roku Nowy Dziennik napisał, że galeria Mariana Patyńskiego jest ozdobą Piątej Alei, czyli głównej ulicy Brooklynu.

     W 1970 r. Marian Patyński otrzymał obywatelstwo USA. Otrzymał z tej okazji pismo od gubernatora Nelsona A. Rockefellera datowane na 16 października. Jako gubernator stanu Nowy Jork gratuluję Panu z okazji naturalizacji. Jako obywatel amerykański ma Pan prawo do wszystkich praw i prerogatyw naszej Konstytucji i Karty Praw. Pańskim obowiązkiem jako obywatela i odpowiedzialnością jako istoty ludzkiej jest zachowanie i kształtowanie ducha wolności i godności jednostki dla tego i przyszłych pokoleń Amerykanów oraz dla wszystkich kobiet i mężczyzn kochających wolność na całym świecie. Cieszę się, że mogę powitać Pana jako obywatela stanu Nowy Jork. Tutaj mam nadzieję, że będzie Pan cieszyć się pełnią dobrodziejstw naszego cudownego kraju i dzięki waszym wysiłkom umacniać nasze dziedzictwo wolności.

     W 1988 r. w prasie polonijnej pojawiło się ogłoszenie, że Marian Patyński likwiduje galerię i sprzedaje obrazy. Wtedy postanawia wrócić do Polski. Wyprzedaż obrazów odbyła się o w październiku i listopadzie 1988 roku. W zaproszeniu na wyprzedaż, prócz informacji o akcji podany został życiorys malarza i skrót jego dokonań malarskich na amerykańskiej ziemi.

     Obraz nagrodzony w 1965 r. został zakupiony przez Nelsona Rockeffelera. Artysta wystawiał swoje prace na licznych zbiorowych prestiżowych wystawach w Lincoln Center, Hotel Hilton, Union Garden Building oraz w największych nowojorskich galeriach. Patyńskiego obrazy dekorowały panoramę nowojorskiego pawilonu na Wystawie Światowej. Wielokrotnie wybierany był malarzem roku. Również był często zapraszany do udziału w wystawach organizowanych przez prestiżowy Klub Malarzy w Douglaston. Łącznie brał udział w 18 wystawach zbiorowych i 10 indywidualnych w Stanach Zjednoczonych, Europie, w tym w Paryżu i Brukseli. Marian Patyński nie sprzedawał swoich najlepszych obrazów, gdyż miał zadowolenie mieć je u siebie. W związku z podeszłym wiekiem (ukończone 81 lat), artysta wyprzedaje swoje cenne płótna. Specjalność Mariana Patyńskiego w malarstwie to obrazy marynistyczne. Fenomenalne są jednak zainteresowania artysty końmi. Wierzcie lub nie, są do sprzedania dwa obrazy, które dają fantastyczne złudzenie ruchu konia za oglądającym go człowiekiem.

     POWRÓT DO POLSKI

     Zbigniew Skorwider swojego żnińskiego znajomego spotkał drugi raz. Było to po powrocie Mariana Patyńskiego do Polski. Tak o tym spotkaniu opowiadał Zbigniew Skorwider ponad 10 lat temu: - Ja tu jestem prezesem Związku Inwalidów Wojennych. Przyszedł mój wiceprezes i mówi: - „Słuchaj sprzedaję dom. I to bardzo dobrze, bo trafiłem na Amerykanina. I jak mu powiedziałem, że chcę 55.000 dolarów, to na nim nie zrobiło to żadnego wrażenia“. Podpisał umowę i sprzedał mu tę chałupę. Zapytałem go, jak ten facet wygląda. - „Niski, wysoki“? - „No, niski“. To nazwisko mi coś przypominało. I ja mówię do kolegi: - „Pozdrów go od kogoś ze Żnina“. Jak mu powiedział, to on dostał białej gorączki. Że nie chce nic słyszeć o tym. Ale w końcu wyasygnował paręset dolarów na Związek Inwalidów Wojennych. Podziękowałem mu elegancko. I on chciał ze mną tutaj tego... Ale ja wiedziałem, że on ma, wie pan... sklerozę, zanik pamięci i to mocny. Posądzał ludzi w sanatorium, zamki zmieniał. Już było widać, że Patynie odbijo. Ja unikałem go, bo nie chciałem, żeby mnie ktoś o coś posądzał. I któregoś dnia dowiadujemy się, że zmarł. Ja o jego krewnych nic nie wiedziałem. Nie znałem adresów. Burmistrz Ciechocinka mi się pytał o jego bliskich, że ja powinienem o nich więcej wiedzieć. W końcu nikt go nie miał pochować i za co. Na koszt magistratu go pochowano u nas na cmentarzu. Willę ktoś już sprzedał. I poza tym skromny nagrobek mu zrobili. Jedynie, jak się lampka pali, to ja zapalę tę lampkę. I to jest wszystko. Historia przykra, ale ciekawa.

     Marian Patyński zmarł 21 czerwca 1991 r. Po lekturze artykułów można domniemać, że będąc przed wojną w Gdyni poznał wspomnianą córkę Szymańskiego, z którą się ożenił. Najprawdopodobniej w 1939 r. urodził im się syn. W tym samym roku przyjechali do Żnina. Patyński szukał sposobu na zarobienie pieniędzy. Pracował jako malarz pokojowy i dorabiał malując nielegalne kopie portretów Hitlera. Po wpadce trafił do obozu koncentracyjnego. Ale w wywiadach o tym etapie życia nie wspomina. Mówi o obozie, żonie, ale o Żninie - nic.

     Można wysnuć wniosek, że po zakończeniu działań wojennych jednak wrócił do Polski, bo była tu żona i dziecko. Zgadza się to z tym, o czym mówił Henryk Winiecki, że widział go w Poznaniu. Patyński wyjechał na dobre pod koniec lat 50. Najpierw do Brukseli, a potem do USA. Dzięki nagrodzie i tytułowi malarza roku w 1965 r. stał się na tyle rozpoznawalny za Oceanem, że mógł się w Nowym Jorku utrzymać. Nie wiadomo, kiedy zmarła jego żona, czy miał jedno, czy kilkoro dzieci, co działo się z żoną poślubioną w USA.

     Historia Mariana Patyńskiego ma jeszcze białe plamy czekające na odkrycie.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1433 (31/2019)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry